Miesięczne archiwum: Kwiecień 2014

image_pdfimage_print
image_pdfimage_print

Oprócz wielu ciekawych rozmów w kuluarach, ciekawych wystąpień, mnie bardzo zaciekawiła wypowiedź z Finlandii.  Konkluzję znajdziecie pod zdjęciami.

Szczyt lokalnych i regionalnych przywódców politycznych Europejskiej Partii Ludowej

Szczyt lokalnych i regionalnych przywódców politycznych Europejskiej Partii Ludowej

Olgierd Rodziewicz-Bielewicz z kolegami z koła Nowe Miasto: Szczyt lokalnych i regionalnych przywódców politycznych Europejskiej Partii Ludowej

Olgierd Rodziewicz-Bielewicz z kolegami z koła Nowe Miasto: Szczyt lokalnych i regionalnych przywódców politycznych Europejskiej Partii Ludowej

 

Markku Markkula z Finlandii przytoczył ciekawy przykład z takimi projektami, gdzie start’upy, młodzi przedsiębiorcy mają prawo do błędów i bankructw. Przecież nie jest prawdą, że zakładane biznesy w 100% są udane, wprost przeciwnie, jeśli 20% jest udanych to sukces. Ale nie dla wsparcia z naszych krajowych programów w odchodzącej perspektywie. Tutaj musiało być 100% sukcesu. Jak to się kończyło? Kombinowaniem. Nieprawdziwymi oświadczeniami, dokumentami. Albo karaniem przedsiębiorców karami. Tak było w spółce w której byłem Prezesem i której zabrano 120 tyś dofinansowania!

Na dole notatka o Markku Markkulu z którym nawiąże kontakt, celem wymiany doświadczeń i dyskusji o podejściu do nowych bizneswów.

Mr. Markkula is a member of the EU Committee of the Regions, CoR (2010-2014). He is the Chairman of the EPP/CoR Task Force on Europe 2020. His CoR role also includes being the rapporteur on the Digital Agenda for Europe, the rapporteur on the Role of local and regional authorities in achieving the targets of the Europe 2020 strategy, as well as the rapporteur on the Horizon 2020 (the EU 8th Framework Programme for Research).
Mr. Markku Markkula works within Aalto University as the Advisor to Aalto Presidents, focusing on European strategic issues. He is a former member of the Finnish Parliament (1995-2003) with the membership roles in the Committee for Education, Science and Culture and the Committee for the Future.
In Finland his role has included memberships in the boards of several companies and other organizations, among others Tekes, the Finnish Funding Agency for Innovation and Technology. He is the Chairman of the Espoo City Planning Board and has been the Chairman of the boards of the Finnish Association of Graduate Engineers TEK and the Finnish Information Society Development Centre TIEKE.
Having an engineering professional career with a focus on change management Mr. Markkula’s special competence areas are lifelong learning, innovation, knowledge management, as well as science, technology and innovation policy. Mr. Markkula has published several books and given hundreds of conference presentations.
He is a SEFI Fellow and he has been the chairman of the SEFI Working Group on Continuing Education. As a tribute to his achievements he was in 2008 elected to the International Adult and Continuing Education Hall of Fame.

Na gorąco…

image_pdfimage_print

Na gorąco…

Dzisiaj przy okazji wizyty w Koninie wybrałem się na konsultacje społeczne dotyczące Programu Wspierania Przedsiębiorczości w Koninie na lata 2014 – 2016. Program Operacyjny.

Na poziomie ogółu zdecydowanie ciekawy dokument,  z wieloma dobrymi propozycjami i działaniami. Niemniej wiele elementów wymaga dopracowania, a też są takie z którymi trudno się zgodzić. Niestety  w chwaleniu nigdy zbyt dobry nie byłem. Tym samym na początek lista uwag, którą w trakcie zbliżającego się majowego weekendu będę rozwijał i uzupełniał komentarzami.

  • Metoda badawcza: ankiety wśród przedsiębiorców = tylko jedna strona medalu od mniejszych firm i tych, którym się chciało odpowiedzieć. Jedna strona medalu, bo też w jakiejś mierze głos już zastany, znany, bez nowego spojrzenia.
  • Warsztaty, znów ciekawa forma, ale wiele zależy od uczestników, jak i czasu (jeden dzień, to z pewnością dużo nie jest)
  • Dane statystyczne z poziomu GUS, czy baz ewidencji gospodarczej z pewnością nie dają dobrego obrazu. Zwróciłem przede wszystkim uwagę,  że nie rozróżniamy wg. wpisów do DG firm z jakimś pomysłem biznesowym, potencjałem, kapitałem, zasobami, pracownikami  od DG zakładanej dla samo zatrudnienia (optymalizacja przychodów na poziomie podatkowym lub wymóg zleceniodawcy)
  • Pojawiające się ciągle stwierdzenie o niskim stopniu aktywności konińskich przedsiębiorców – nie prawda – jest wielu aktywnych i sprawnych, oni nie koniecznie są zainteresowani  staniem u drzwi urzędu miasta, bo rozumieją, że to nie jest instytucja, która im przyda wartości dodanej.  Oczywiście wiele firm może nie wydawać się innowacyjnymi, bo dostosowanymi do lokalnego rynku.
  • Potrzebna jest dobra segmentacja przedsiębiorców. wg. wielkości i potencjału. Pojawiło się to w zadaniach, jako współpraca z liderami rynku, ale podział na liderów, duże firmy i resztę też nie załatwia sprawy. Przedsiębiorcy i potencjalni przedsiębiorcy, którzy z różnych przyczyn zaczynają, to jeden segment – ten właśnie oczekuje wsparcia ze strony miasta.  Start-up’y z wizją, Ci co wiedzą co chcą i szukają bardziej profesjonalnego (mam nadzieję, że urzędnicy mi wybacza) wsparcia.  Jednoosobowe często firmy usługowe (instalatorzy, złote rączki,  serwisanci ect)., kiedyś to byli tzw. rzemieślnicy często, firmy rodzinne, handel,  firmy produkcyjne, firmy usługowe, itd.
  • Coraz lepiej widać (to to jest realizowane w mieście) podział na działanie dla obecnego rynku i działania na pozyskanie nowych inwestorów. Bardzo dobrze tu pasuje matryca Ansoff’a. stary biznes (czyli przedsiębiorca) – stary produkt = działania wzmacniające, to co w Koninie działa, stary biznes  – nowy produkt = szukanie dla obecnych przedsiębiorców nowych form aktywności, pomysłów i wreszcie nowy biznes (inwestorzy) – stary produkt = czyli inwestorzy, którzy ożywią istniejące w Koninie branże,  jak i najbardziej oczekiwane: nowy biznes (inwestorzy) – i nowe produkty (innowacje, nowe branże).
  • Kontraktacja. Wiem, że może realizowany obecnie projekt euforii nie wzbudził, ale WG (mam wrażenie) chce za dużo robić samemu. A w Koninie są instytucje otoczeni biznesu. Są NGOsy z zacięciem gospodarczym.  Im więcej kontraktacji opartej na realizacji wskaźników, tym będzie efektywnej.
  • Poszukiwanie inwestorów. Na przemian się miesza z pojęciem „promocji gospodarczej miasta”. Ja bym, to ustawił w znany z wielu biznesów schemat: „obsługa klienta” (inwestora), czyli komórka obsługująca bazy danych, znająca na pamięć tereny inwestycyjne, znające urząd,  ma powodować, że proces inwestycyjny jest łatwy i przyjemny, a kontakt z innymi urzędnikami bezbolesny; „sprzedaż”, czyli Ci którzy „poszukują” inwestorów,” łowcy”, „lobbyści”,  niemniej trzeba pamiętać, że to też ludzie, którzy monitorują otoczenie zewnętrzne od najbliższych miast, po kraj, Europę, Świat. Non stop w podróży, z telefonem przy uchu, tabletem na kolanach i w gorącej linii z Prezydentem, obsługa klienta i … trzecim elementem.  To „marketing”, czyli promocja.  Wg. mnie nie ma potrzeby sztucznego podziału na promocję gospodarczą i inną… . Bo ta inna, to co? Promocja kulturalna? Promocja Prezydenta? Dla mnie sprawa jest prosta. Promocja to promocja. Co za różnica, czy mamy zrobić folder gospodarczy, czy kulturalny, nakręcić taki czy inny film, prowadzić taki czy inny portal społeczności owy?
  • Globalizacja. Konin, to nie samotna wyspa. Ma swój region, tutaj jako tako. Aglomeracyjność się pojawia, ale z trudem. Ale dalej Konin leży w Wielkopolsce, z Poznaniem jako metropolią, a na dodatek tylko z Gniezna szybciej dojedziemy do Poznania. Piła, Kalisz, Leszno ect. mają do Poznania dalej. Konin leży w Polsce, w Europie. Słowem Konin musi być otwarty, czerpać z zewnątrz i dawać na zewnątrz.
  • Utworzenie funduszu doręczeniowego, pożyczek? Nie rozumiem po co powielać, to co w województwie istnieje, a nie utworzyć oddziału (jedna osoba) WARP w Koninie, a może cotygodniowy dyżur?
  • Klastry. Głębszy temat. Nie zgadzam się z wieloma stwierdzeniami, założeniami.

 

Olgierd Rodziewicz-Bielewicz

Olgierd Rodziewicz-Bielewicz. wypowiedź na spotkaniu 24 kwietnia, w tle doradca Prezydenta ds. gospodarczych, Sławek Kurek (czyżby moja wypowiedź przyprawiła go o ból głowy?)

GREEN VENTURES

image_pdfimage_print

GREEN VENTURES jest największym forum partnerstwa Niemiec dla firm technologicznych związanych z środowiskiem i energią i budownictwem energooszczędnym, w 2014 roku odbędzie się po raz 17 w  Poczdamie.  Od 1998 roku imprezie wzięło udział 4,300 firm z 115 krajów.

W tym roku wybieram się po raz pierwszy, chociaż już miałem okazję uczestniczyć w wydarzeniach organizowanych przez Potsdam Chamber of Commerce and Industry, czyli Poczdamską Izbę Handlową i Przemysłową.

Osobiście bardzo mi się podoba zarówno sprawność izb niemieckich, jak i obowiązek zrzeszania się. To powoduje, że dany region ma zawsze partnera do rozwoju i projektów zwiększających atrakcyjność gospodarczą regionu. Oczywiście nakazy zrzeszania się trącą dawnym systemem, zapewne bardziej to powinien być system zachęt, niemniej regionalne izby mogły by w Polsce odbywać zdecydowanie mocniejszą rolę.

Zachęcam też innych przedsiębiorców, czy firmy chociażby z klastra związanego z Fundacją Taurus do udziału w tym wydarzeniu, gdyż podczas sesji  matchmaking (swoistego „swatania” firm)  można pozyskać bardzo ciekawych partnerów gospodarczych.

Targowiska przeżytek, czy perspektywa?

image_pdfimage_print

Dzisiaj na sekretariacie rewitalizacji sporo rozmawialiśmy o targowiskach miejskich, trochę o handlu. Często słyszę, ale też i czytam tezy o tym jak to sieci handlowe niszczę tę formę, czy też niszczą małe sklepy.

Otóż łatwo pisać takie tezy, szczególnie gdy nie robi się zakupów. Prawda jest dość oczywista. Mnogość towarów pod jednym dachem (supermarket), to wymóg konsumenta. Trudno sobie wyobrazić z perspektywy dzisiejszych doświadczeń, że zamiast pół godziny spędzonej w Biedronce, czy Polomarkecie spędzimy dwie godziny kompletując nasze zakupy.  Trudno sobie wyobrazić też wycieczkę na targ po świeże owoce gdy na dworze jest -10 stopni zimna, o jakości owoców w tej temperaturze też nie warto pisać.

Rynek Wildecki - wycinek fotografii z serwisu lepszypoznan.pl

Rynek Wildecki – wycinek fotografii z serwisu lepszypoznan.pl

Ale też trzeba sobie uzmysłowić, że targi miejskie bardzo dobrze funkcjonują w wielu krajach pomimo bardzo rozwiniętego handlu „nowoczesnego”.

Prawda jest taka, że klienci we Francji uwielbiają cotygodniowe targi. Właśnie, to jest ich urok. Targ jest najczęściej raz w tygodniu w wielu miejscowościach, czy dzielnicach. To powoduje, że jest on realnym wydarzeniem.

Jak radzą sobie sprzedawcy? Prosto. Mają grafik targów w swoim regionie, które po prostu odwiedzają.  To wymaga lepszej organizacją, determinacji. Ale asortymentu, który różni się od standardowego. Targ = święto.

Inną sprawą jest jednakże o to, że w krajach o cieplejszym od nas klimacie, ta forma sprzedaży po prostu jest bardziej atrakcyjna. W Polsce zdarza mi się robić zakupu na targach, uwielbiam czas sprzedaży truskawek na przykład, ale praktycznie nie robię tego zimą.

Ale targ, to także okazja do sprzedaży staroci! Targ, to okazja dla sprzedawców całej masy różnych ubrań. W miejscowościach turystycznych oczywiście mamy tez sporo atrakcji dla turystów.

Moje motto: „Nie narzekajmy, dostrzegajmy zmiany, podpatrujmy innych, zmieniajmy nasze dzielnice na atrakcyjniejsze”.

Jak tu być lojalnym klientem?

image_pdfimage_print

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.biz – http://wyborcza.biz/biznes/0,0.html © Agora SA, ukzał się pod tytułem:

 

Nadchodzi koniec kart lojalnościowych? Jak tu być lojalnym klientem?

 

W wyniku wywiadu udzielonego przez Olgierda Rodziewicza-Bielewicza

 

Stacje benzynowe, apteki, supermarkety..karty lojalnościowe są dziś praktycznie wszędzie. Według badań ARC Rynek i Opinia w 2010 roku karty do zbierania punktów podczas zakupów posiadało 36 proc. Polaków. Po świecie programów lojalnościowych oprowadza nas Olgierd Rodziewicz-Bielewicz, ekspert Catman Polska, były dyrektor i kupiec w sieciach Intermarche, Carrefour, Biedronka

 

Karty do zbierania punktów są już z nami ponad 10 lat. Pierwszy program lojalnościowy z kartami wprowadził w Polsce w 1999 roku Shell. Niedługo później program „PartnerClub” uruchomiła sieć BP. Dziś karty lojalnościowe rozdawane są na niemal wszystkich sieciowych stacjach benzynowych. Podobne programy prowadzą także supermarkety, sieci aptek czy salony perfum.

 

– Z początku karty budziły zainteresowanie na zasadzie nowości – mówi Olgierd Rodziewicz-Bielewicz, ekspert Catman Polska – Teraz działa to na podobnej zasadzie, co na całym świecie. Ludzie lubią otrzymywać prezenty. Nieważne, że ten prezent jest iluzoryczny, bo nikt się nie zastanawia, że, gdy dostaje nagrodę wartą 30 złotych, to wcześniej firma zarobiła na nim te pieniądze, tylko cieszy się z prezentu, który może odebrać.

 

Zastanawiające są dane z badań PBS DGA. Według instytutu w Polsce nagrody nie odebrało nigdy aż 45,7 proc. uczestników programów. Wbrew pozorom, nie jest to jednak wynik celowej polityki sklepów. – W programach lojalnościowych wysiłku wymagają dwie czynności – wypełnienie wniosku o kartę oraz odebranie nagrody. Przy wypełnianiu wniosków najczęściej otrzymujemy pomoc, jednak nie ma w Polsce zachęt do odbioru nagrody – tłumaczy Olgierd Rodziewicz-Bielewicz – Pamiętam, jak przed laty wprowadzano we Francji kartę lojalnościową Iris. Cały sklep żył tym wydarzeniem. Personel sklepu sam dbał o to, żeby ludzie odbierali nagrody. W Polsce kontakt najczęściej ogranicza się do wyuczonej formułki w rodzaju „proszę, oto spryskiwacz, a to napój w promocji”. Tak się nie buduje lojalności – mówi.

 

Dane? Cenne, ale trzeba umieć z nich skorzystać

 

Wyrobienie karty jest całkowicie darmowe. Wypełniając formularz musimy jednak podać swoje dane osobowe, które dla sklepu stanowią ogromną wartość. Jak wiele można zyskać dzięki programom lojalnościowym pokazał dobitnie przykład brytyjskiej sieci supermarketów, Tesco. Firma w 1993 roku przegrywała walkę o rodzimy rynek z konkurencyjną siecią Sainsbury’s, nie cieszyła się też w kraju najlepszym wizerunkiem. Wprowadzenie systemu lojalnościowego całkowicie zmieniło tę sytuację. Możliwość zbierania punktów za wydane w sklepie pieniądze, a następnie zamiany ich na bony lub nagrody zmieniła spojrzenie klientów na swoje lokalne sklepy. Z drugiej strony – zebrane dane z transakcji pozwoliły Tesco zrozumieć lepiej potrzeby i zachowania swoich klientów i dostosować do nich swoją ofertę oraz układ towarów na półkach. Gdy ówczesnemu szefowi firmy, Lordowi MacLaurinowi, zaprezentowano wyniki pilotażowego programu, odpowiedział „Co mnie przeraża, to fakt, że wiecie więcej o moich klientach po trzech miesiącach, niż ja wiem po 30 latach”. Do dziś wszystkie kluczowe decyzje podejmowane są w sieci na podstawie analiz danych z programu lojalnościowego.

 

Siłą programu Tesco Clubcard okazała się też współpraca z partnerami z innych branż – stacjami paliw, liniami lotniczymi, sieciami aptek. Dzięki temu z jednej strony klienci mogli zbierać punkty w różnych codziennych sytuacjach i jeszcze bardziej przywiązywać się do programu, z drugiej zaś – Tesco zyskiwało wiedzę o zachowaniach swoich klientów także poza supermarketem i mogło dzięki temu poszerzać swoją ofertę. Współpracujące z Tesco firmy korzystają na większym zasięgu swojej oferty, za dostęp do danych klientów muszą jednak płacić.

 

W Polsce, oprócz podstawowych danych osobowych (imię, nazwisko, adres), praktycznie wszystkie sieci pytają o liczbę osób w gospodarstwie domowym i daty urodzenia domowników. Przy wyrabianiu karty lojalności E. Leclerc pytani jesteśmy dodatkowo o dostęp do internetu i posiadanie samochodu. Autorów programu Premium Club interesuje nasz stan cywilny. W formularzu programu Payback (w którym, oprócz sieci supermarketów Real uczestniczą także m.in. Allegro, BP i Orange) proszeni jesteśmy o informację na temat wykonywanego przez nas zawodu, zarobków, posiadania mieszkania bądź domu.

 

– Zbierają dane, ale patrząc po asortymencie i zarządzaniu kategorią mało je wykorzystują- ocenia Olgierd Rodziewicz-Bielewicz – Te informacje są niezwykle ciekawe, ale trzeba je potem umieć obrobić. Moim zdaniem nie są wykorzystywane w pełni, a trend jest przecież taki, żeby personalizować sprzedaż, żeby była regionalizacja. Szczególnie ważne jest to w przypadku towarów z grupy FMCG (dóbr codziennego użytku).

 

Nieco inny model karty lojalnościowej wprowadziła w Polsce Ikea. W jej programie nie zbiera się punktów – posiadacze karty mają za to zniżki na wybrane produkty z katalogu. – W takim programie chodzi oczywiście o dane klienta, a także o to, żeby miał poczucie przynależności do pewnej społeczności; mogę kupić u siebie krzesła, ale pojadę do Ikei, bo tam mam różne rzeczy taniej – tłumaczy Rodziewicz-Bielewicz – Takie działanie jest jednak bardzo niebezpieczne – klienci myślą od razu, że sieć ma pieniądze, aby sprzedawać produkty taniej, a ja muszę płacić drożej, bo nie wyrobiłem karty. Ja zawsze odradzałem stosowanie zniżek cenowych na kartach.

 

Gazetki reklamowe szkodzą lojalności

 

Z badań wynika, że Polacy ponad prezenty przedkładają zniżkowe bony zakupowe. W badaniu PBS DGA za tą formą nagrody opowiedziało się 59,7 proc. ankietowanych. Większość programów budowana jest jednak wokół nagród rzeczowych. – Pieniądze to przekupstwo, a nie stwarzanie lojalności – mówi zdecydowanie Rodziewicz-Bielewicz – W systemie punktowym należy polegać na regule wzajemności, to lepiej buduje lojalność. Trzeba też pamiętać o takim atawizmie: przedmiot jest jak łup, jak przyniesienie zwierzyny do domu, obrasta też w swoją historię. Bon zniżkowy nie ma szans spełnić takiej funkcji.

 

Co oprócz przywiązania klienta i bazy danych dają sklepom karty lojalnościowe? Według Rodziewicza-Bielewicza są bardzo przydatnym narzędziem do wprowadzania na rynek nowych towarów. – Wejść na rynek z innowacyjnym produktem nie jest łatwo. Umieszczenie go w ofercie promocyjnej karty lojalnościowej pomaga zapoznać się z nim konsumentom – tłumaczy ekspert. Nowe produkty można też promować poprzez gazetki reklamowe, jednak, według Rodziewicza-Bielewicza, dla programów lojalnościowych są one wręcz szkodliwe. – Gazetki reklamowe nie budują w żaden sposób lojalności. Niektórzy próbowali umieszczać w nich na przykład program TV, ale to zupełnie nie funkcjonuje. Wręcz przeciwnie – wokół gazetek wytworzyła się cała kultura łowców cen, którzy zbierają wszystkie możliwe prospekty i porównują oferty. Można by nawet zaryzykować wycofanie ich, ale kto by się na to odważył? – pyta retorycznie – Gazetki opłacają się jednak supermarketom, bo producenci płacą za umieszczanie w nich swoich towarów, i to są realne wpływy dla sklepów. Nie da się ich jednak powiązać z programem lojalnościowym.

 

Przyszłością konsolidacja

 

Jaka przyszłość czeka programy lojalnościowe? Czy możliwość zbierania punktów wciąż jest zachętą do odwiedzania sklepu? Ekspert Catman Polska nie jest w tym względzie optymistą.

 

– Powoli dochodzimy do punktu nasycenia. Karty oferują teraz prawie wszyscy w Polsce. Znajdujemy się w takiej sytuacji, że przychodzimy z jedną kartą do jednego hipermarketu, potem z drugą do drugiego i w rezultacie te punkty zbieramy zupełnie po nic, bo przepadają nam na koniec roku. Fajnie mieć jedną kartę, ale kilkanaście – nie pełni żadnej funkcji – tłumaczy.

 

Przyszłościowym rozwiązaniem ma być połączenie programów lojalnościowych różnych sieci i możliwość płynnej wymiany punktów pomiędzy nimi.

 

– Na zachodzie centrale zakupowe łączą się, żeby kupować taniej w Chinach, bo są świadomi, że na współpracy można zarobić. Kiedy w Polsce karty lojalnościowe przestaną funkcjonować, będzie potrzebna zmiana, większa niż nowy wygląd karty, czy nowa gama prezentów. Najprawdopodobniej będzie to czas konsolidacji.

 

Mistrzostwa Polski Ciepłowników i Energetyków

image_pdfimage_print

Zawody odbędą się w dniach 09-11.05.2014 roku w Hotelu „Nad Jeziorem Białym” w Skorzęcinie. Po uczestnictwie w mistrzostwach w 2013 roku zaproponowałem dla Zenka Wierzbickiego i Krzyśka Staśkiewicza (spiritus movens imprezy), aby do organizacji mistrzostw włączyć Fundację Taurus. No i stało się. Pełna informacja o mistrzostwach na stronach PZBS. Teraz kompletuję team, który wystąpi w zawodach w raz ze mną.

Dziękuję też gorąco Sponsorowi Mistrzostw – Dalki.

image_pdfimage_print

Jako, że ruszyła kampania do 2014 do Europarlamentu, a tym bardziej, że w tym roku nie startuje już Sidonia, to trochę wzięło mnie na wspominki…

Wizyta studyjna X 2013 - na zaproszenie Sidonii Jędrzejewskiej

Wizyta studyjna X 2013 – na zaproszenie Sidonii Jędrzejewskiej

więcej fotek i opisu znajdziecie tutaj 🙂

Wizyta Studyjna X 2013 na zaproszenie Sidonii Jędrzejewskiej

Wizyta Studyjna X 2013 na zaproszenie Sidonii Jędrzejewskiej

Przy okazji – serdecznie dziękuję Sidonii i za ten wyjazd i całą masę dobrej roboty w Parlamencie!

Myszki Wojna, moje a propos…

image_pdfimage_print
Myszki i Wojna - afisz

Myszki i Wojna – afisz

Dzięki Poznańskiej Karcie Dużej Rodziny, jak i spostrzegawczości mojej żony wybrałem się dzisiaj z dziećmi do Teatru Muzycznego z Poznaniu.
Sztuka myszki wojna, ciekawa i pełna aluzji (jakby na czasie). Zresztą zobaczcie wycinek rzcenzji z portalu m.poznan.gazeta.pl:

„Pisząc „Myszki…, Chesky inspirował się najnowszą historią Iraku. Powstał utwór o wybitnie antywojennej wymowie, rozwojem wypadków przywodzący trochę na myśl słynny musical „Hair”. Z równie mocną – choć zupełnie inną – znakomitą współczesną muzyką.

Bohaterem „Myszek…” jest pacyfista Albert, młoda pyskata mysz, która broni się jak lew przed przymusowym wcieleniem do wojska. Tymczasem Generał Puszka, stojący na czele armii niebieskich myszy (które czczą niebieski ser), kipi chęcią wojennego marszu. Od pomysłu zaatakowania czerwonych myszy (żywiących się – dla odmiany – serem żółtym) Generała nie jest w stanie odwieść nawet fakt, że przeciwnik uchyla się od konieczności prowadzenia wojny, zgadzając się na daleko idące ustępstwa. Czerwone myszy obiecują, że zamienią swój ukochany żółty ser na pokarm najeźdźcy, byleby tylko nie musiały się z nikim bić. Swojej obietnicy dotrzymują, ale to nic nie daje: walka o kolor sera okazuje się jedynie pretekstem…”
… ale nie o samej sztuce chciałem napisać, ale o tym, że w Poznaniu żyje się ciekawie, jest wiele możliwości, ale także jest sporo wrażliwości.
Polska i Poznań się zmieniają. Ci którzy narzekają. Krytykują miasto, radnych mam wrażenie, że po prostu nie wychodzą w domu… . Dzięki karcie, za 20 zł spędziłem z dziećmi wspaniałe chwile. Oczywiście mógłbym zapewne zapłacić więcej, ale nie wiadomo czy bym się tak łatwo zdecydował (był to wyjazd od teatru typowo, jako to się mówi w handlu impulsowy).
Jakby nie karta, to też nie wiadomo, czy widownia by się wypełniła, a i tak były wolne miejsca, czyli karta nie zabiera możliwości obejrzenia spektaklu innym (mniej licznym) rodzinką.
Z pewnością wachlarz wydarzeń powiązanych z kartą powinien się poszerzać, bo to pozwala po prostu spędzać więcej czasu w przestrzeni publicznej.
Ale i bez karty… . W Poznaniu mamy ciągle zmieniający się i bardziej atrakcyjny kompleks Malty. Mamy coraz więcej skwerów. Dużo imprez Plenerowych. NGOsy mają swoje „Centrum Bukowska”.
Żyje się coraz lepiej. Czego mi brakuje? To wspólnych sąsiedzkich imprez, aktywności obywatelskiej można to może i nazwać, ale i to się pojawia, to tu to tam.
12 kwietnia z przyjaciółmi z koła idziemy na rajd, potem ognisko rozmowy. Tego typu aktywność, to coś co daje wartość życiu. Praca zapewne jest ważna, tylko po co pracować, jak wracamy do domu jemy, śpimy i potem znów idziemy do pracy?

 

 

image_pdfimage_print

Warto przeczytać tę pozycję, czyli Dzierżyński. Miłość i rewolucja” pióra Sylwii Frołow. O książce w dalekiej Prowansji rozmawiałem ostatnio z Jackiem Gilewiczem, profesorem Uniwersytetu w Marsylii.  Ale też potomkowi „po kądzieli”  rodu Dzierżyńskich.  Historia Feliksa, to zresztą częsty temat naszych rozmów.

Dzierżyński

Popiersie Dzierżyńskiego – jedna z atrakcji posiadłości Jacka Gilewicza

Jacek Gilewicz

Jacek Gilewicz – z prawej

Mikorzyn – walka o inwestora

image_pdfimage_print

Tutaj link do reportażu przygotowanego przez TVWielkopolska ze spotkania, którego byłem inicjatorem i organizatorem.  Z udziałem (wywiadami) Prezesa Krzysztofa Świtalskiego z Fundacji Taurus, Prezesa Pawła Prokopa z Fundacji Inicjatyw Menedżerskich. Romana Jankowskiego Kierownika Wydziału Działalności Gospodarczej i Rozwoju Konina.